To że Hiszpanie mieli o sobie wysokie mniemanie i traktowali rdzenną ludność podbijanych obszarów jak ludzi drugiej kategorii, to już wykazywałem wielokrotnie.
Ale trzeba też spojrzeć na to z innej strony – Hiszpanie rzeczywiście mieli przewagę nad wojownikami Indiańskimi – przewagę technologiczną, taktyczną, militarną, a ustępowali jedynie pod względem liczebności. Na jednego Hiszpana podczas wielu potyczek, walk czy bitew przypadało bowiem kilku, a nawet kilkunastu inkaskich wojowników.

I cóż z tego?
Sześć Hiszpańskich militarnych atutów było niepodważalnych:
- broń palna;
- miecze;
- stalowe elementy chroniące części ciała (nie tylko konkwistadora, ale także konia);
- konie;
- psy bojowe (mastify);
- taktyka.
Tylko, że wykorzystanie wszystkich tych sześciu atutów było często niemożliwe lub utrudnione.
Po pierwsze – konie można było wykorzystywać w walce na otwartej przestrzeni, gdzie kawalerzyści mogli się rozpędzić i w pełni korzystać z siły, szybkości i zwrotności wierzchowca. Natomiast Inkowie często zasadzali się na konkwistadorów w wąwozach, jarach, na skalistych podejściach, gdzie koń w walce stawał się bezużyteczny. Konie w nowym klimacie narażone były na choroby, często doskwierały im także kolki i pasożyty.
Po drugie – psy bojowe dobre były do atakowania w walce na krótkim dystansie, najlepiej nieuzbrojonego przeciwnika.
Po trzecie – przydatność broni palnej także była ograniczona. Arkebuzy czy falkonety nie były ciężkie, ale w przypadku armat – gdy nie było dróg lub spławnych rzek – transport takiej broni był utrudniony. Obszar podboju obejmował strefy zwrotnikowe i podzwrotnikowe, a więc te, gdzie wilgoć i opady deszczu to normalka.
Rozmoknięte szlaki utrudniały poruszanie się i przenoszenie broni oraz amunicji. Ponadto do strzelania z arkebuzów potrzebny był proch – SUCHY proch!
Zawilgocony proch uniemożliwiał oddanie strzału. Ponadto arkebuzy były technologicznie mało nowoczesne. Ich obsługa wymagała doświadczenia i czasu. Często zdarzały się odpalenia przedwczesne lub przypadkowe. Bardziej zaawansowany technologicznie muszkiet – łatwiejszy w użyciu i szybszy do naładowania – jeszcze nie został wynaleziony.
Jak wspominają kronikarze, często posiadacz arkebuza oddał jeden strzał, a na drugi już brakło czasu i musiał walczyć wręcz – używając arkebuza jak pałki.
Sam Francisco Pizarro, przywódca hiszpańskich konkwistadorów, wolał walczyć swoim mieczem „na piechotę”, dosiadając konia głównie podczas parad i uroczystości.
Po czwarte – miecz, czyli broń której przydatności nie da się podważyć. Mieczem można było walczyć na otwartej przestrzeni, w lesie, na wzniesieniach, w deszczu lub w upale. Dobry miecz był wart fortuny, często cena miecza przekraczała cenę arkebuza i psa razem.
Hiszpańskie miecze były długie i wykonane ze stali. Miecze, maczugi i toporki wojowników Inkaskich były krótkie i wykonane z obsydianu, drewna, kości lub miedzi. Obsydian to minerał pochodzenia wulkanicznego – ostry, ale w porównaniu ze stalą kruchy i nieelastyczny.
Po piąte – taktyka i kultura walki. Mimo, że konkwistadorzy to głównie były oddziały złożone z ochotników, awanturników, a nie zawodowych żołnierzy, znacznie przewyższali oni taktycznie oddziały Inkaskie. Armia Inkaska co prawda była świetnie zarządzana i zorganizowana, ale zasady jakie panowały podczas prowadzenia walk, wiele razy były sprzymierzeńcom nie Inków lecz Hiszpanów.
Inkaskie zasady prowadzenia walk były uzależnione od faz Księżyca, od widoczności Gwiazdy Zarannej czyli Wenus, od czasu zasiewu pól i zbierania plonów. Dlatego w taktyce Inków nie istniał w ogóle element zaskoczenia. Ponadto aresztowanie lub zabicie wodza, wprowadzało u wojowników chaos i dezorientacje, co w efekcie skutkowało ucieczką z pola walki.

Co zatem mogło Hiszpanom zagrozić?
Naturalnym wrogiem konkwistadorów, oprócz Inkaskich wojowników, stały się choroby tropikalne, ukąszenia lub ataki zwierząt, klimat (wilgoć, upał, mróz), odniesione rany, głód, wycieńczenie, a z czasem, w miarę postępującego podboju wewnętrzne, bratobójcze walki o władzę, pieniądze i zaszczyty.
Zapraszam do odwiedzenia strony na Facebook