W arsenale armii Inkaskiej ważną rolę odgrywały dmuchawki – czyli broń zapożyczona od Indian zamieszkujących Amazonię.
Najczęściej stosowano je do polowań na małą zwierzynę lub ptaki, jednak zatrutymi grotami można było osłabić, a nawet zabić przeciwnika.

Do sporządzenia dmuchawki potrzebna jest rurka, którą uzyskiwano z trzciny lub z odpowiedniego drewna. Jej skuteczność zależała od precyzji jej wykonania, dlatego przy wytwarzaniu zachowywano szczególne skupienie i zaangażowanie.
Dmuchawki różniły się wyglądem, w zależności od Indiańskiego szczepu, który je wykonywał – ale technika wykonania była zazwyczaj podobna.
Wytwarza się je z dwóch kawałków wydrążonego drewna, idealnie dopasowanych do siebie i sklejonych. Przy pomocy jednego narzędzia – obecnie ostrej maczety, a za czasów Inków najpewniej ostrej skały – nadaje się zaokrąglony kształt zewnętrznej powierzchni każdego kawałka, poprzez cierpliwe skrobanie i żmudne struganie.
Następnie żłobi się wewnętrzną część umocowawszy kawałek drewna w czymś, co pełni rolę imadła. Są to dwa drewniane pale mocno osadzone w ziemi. Końce pali są rozcięte, tak aby mogły objąć i utrzymać obrabiany materiał. Po wyżłobieniu precyzyjnie wykańczano rowek. Polegało to na polerowaniu powierzchni przy pomocy długiego, prostego patyka z twardego niczym żelazo drewna oraz mokrego, drobnoziarnistego piasku. Przed połączeniem obydwu wydrążonych i idealnie wygładzonych części jeszcze raz sprawdzano brzegi, wyrównując wszelkie nierówności i niedokładności, tak aby doskonale do siebie przylegały.
Im dłużej polerowano wewnętrzne powierzchnie piaskiem i twardym drewnem, tym jakość wykonania była lepsza.

Kolejną czynnością było mocne związanie obu połówek, które następnie ponownie umieszczano w „imadle” by tak wytworzoną lufę polerować piaskiem i patykiem do osiągnięcia gładkości i doskonałej linii prostej. Następnie wypłukiwano piasek i zalepiano obydwie części lepką, mocną żywicą, owijano lufę pędami lian i pozostawiano do zaschnięcia.
Stosowano także ustniki wykonywane z twardego drewna, mocowane u wlotu pucuny.

Dla otrzymania mocnej, zewnętrznej powłoki, nakłada się na dmuchawkę żywicę i poleruje – tę czynność wykonywano przez kilka dni. Nakładana żywica ma kolor antracytu i pachnie kadzidłem – nie wiem z jakiego drzewa Indianie uzyskiwali tą żywicę.
Po każdym polowaniu lub ataku na wroga dmuchawka, czyli pucuna była czyszczona.
Dmuchawka jak już wspomniałem służyła do wydmuchiwania strzał, często z grotami nasączonymi trucizną. Truciznę wyrabiano najczęściej z rośliny zwanej curare lub z żaby strzałkowej z gatunku Dendrobates.

Teraz kilka słów o samej truciźnie.
Curara to nazwa środka paraliżującego, zawierającego strychninę, uzyskiwanego z rośliny curare. Mocną odmianą tej rośliny jest supay-chacra, co w tłumaczeniu z kechua oznacza „gospodarstwo diabła”.

Curarę przygotowuje się przez ugotowanie kory tej rośliny, a uzyskaną ciemną, ciężką pastę, nakładano na groty strzał.
Trucizny te powodują osłabienie mięśni szkieletowych, a gdy są podawane w odpowiedniej dawce, ewentualną śmierć przez uduszenie z powodu paraliżu przepony.
Przebywający na początku XIX wieku w rejonie Amazonii niemiecki podróżnik i przyrodnik Alexander von Humboldt tak opisał metodę wytwarzania trującej substancji: „W lasach deszczowych Amazonii i Orinoko curarę wykonywano z surowych, wysuszonych wyciągów z łodyg i kory wielu roślin. Metoda polegała na zbieraniu młodych łupków kory, miażdżeniu ich i gotowaniu włóknistej masy w wodzie przez 48 godzin. Następnie ciecz była odsączana i odparowywana, tworząc ciemną, ciężką, lepką pastę o gorzkim smaku. Używano także innych dodatków roślinnych, ponieważ pomagały w przygotowaniu i czyniły truciznę lepką, tak że przyklejała się do strzał lub strzałek. Dodawano produkty zwierzęce z jadowitych węży, mrówek lub pająków, aby zwiększyć skuteczność trucizny.”


Co ciekawe – curara jest toksyczna tylko wtedy, gdy dostanie się do krwiobiegu przez wstrzyknięcie, ale nie jest trująca, jeśli zostanie zjedzona. Dlatego jakość pasty curara mogła być oceniana po prostu przez jej smakowanie bez niebezpieczeństwa zatrucia. Stosowano ją także jako dobry środek poprawiający funkcjonowanie żołądka i zwiększający apetyt.
Wróćmy do dmuchawek.
Zatrute groty Indianie z obszaru Amazonii nazywali sorbetana.
Wśród Indian obowiązywała zasada, że gdy mężczyzna wykonywał truciznę, to kobieta nie mogła się do niego zbliżać.
Indianin nosił groty w specjalnie wykonanym z pustego kawałka bambusa kołczanie, zwanym cargajo. Kołczany wykonywano także ze skór lub kory, pamiętając o ochronnej klapce, która chroniła strzały przed zamoknięciem. Na końcu kołczanu zaczepia się małą, wysuszoną, wydrążoną tykwę, w której przechowuje się biały, uzyskiwany z nasion amazońskich drzew, podobny do waty zwitek. Owija się go wokół tępego końca strzałki tak, aby średnica była dopasowana do średnicy wewnętrznej rurki. Bez tego płuca strzelającego nie byłyby w stanie wydmuchać strzałkę na odpowiednią odległość.
Czasem do kołczanu doczepiano szczękę szczura – a w Amazonii szczękę piranii – zęby na szczęce służyły do ostrzenia końca strzałki lub wycinania małego obwodowego rowka wokół obwodu strzałki w pobliżu nasączonego trucizną końca. Innym sposobem ostrzenia strzałek było polerowanie ich powierzchni specjalnym kamieniem do polerowania.
Strzałki wykonywano z odłupków drewna palmowego, a ich kształt zwężał się do ostrego końca.
Jak działa pucuna? Wydmuchana strzałka trafia ofiarę – zwierzę lub napastnika – i wbija się w jego skórę. Gdy trafiony próbuje wyjąć strzałkę, obwodowy rowek osłabia grot zatrutej strzały tak, że odłamuje się on i pozostaje w ciele, a uwalniająca się powoli trucizna zatruwa organizm.
Mam nadzieję, że nigdy nie będziecie trafieni strzałką wydmuchaną z pucuny.


Zapraszam do odwiedzenia strony na Facebook