Czy konkwistador to tylko Hiszpan – mężczyzna?
Absolutnie nie!
Może się to wydawać niesamowite, ale w całej gromadzie konkwistadorów, którzy uczestniczyli w podboju zarówno Panamy, Meksyku, Kolumbii, jak i oczywiście Peru, znajdziemy po pierwsze obywateli spoza Hiszpanii, jak i również kobiety.

Tak, tak – kobiety.
Ta najbardziej znana to Inez Suarez, która w poszukiwaniu swojego zaginionego męża przebyła drogę z Wenezueli do Peru. Druga to dona Isabel de Guevara, która walczyła u boku męża, podbijając wybrzeże rzeki La Plata. Trzecią znaną konkwistadorką była Catalina de Erauso, zwana Porucznikiem-Zakonnicą. Umieszczona jako nastolatka w klasztorze uciekła z niego, dotarła do Peru, gdzie dzielnie walczyła w przebraniu jako mężczyzna. Była autorką kroniki, a za zasługi Papież nadał jej oficjalną zgodę na noszenie męskiego ubioru – nie ukrywała swoich homoseksualnych skłonności.

Ale temat kobiet – konkwistadorów poruszałem już w audycji „Rola kobiet w Państwie Inków” oraz w artykule „ Inez Suarez – pierwsza kobieta konkwistador”. Zapraszam do zapoznania się z nimi, a teraz skupię się na pochodzeniu konkwistadorów.
Konkwistadorzy, którzy uczestniczyli w podbojach pochodzili głównie z Królestwa Andaluzji w południowej Hiszpanii, Estremadury, centralnych królestwa Nowej i Starej Kastylii, ale także z innych regionów Europy, czyli z Portugalii, Grecji, Genui lub Flandrii. A co może wzbudzić zaskoczenie, wielu konkwistadorów było czarnoskórych i pochodziło z Afryki.
Proces uprowadzania niewolników z zachodniej Afryki od wieków odbywał się w ramach handlu transsaharyjskiego, a u schyłku XV wieku stał się ważną częścią składową atlantyckiego systemu gospodarczego. Pierwsi czarnoskórzy Afrykanie zostali przywiezieni na kontynent amerykański prawdopodobnie w roku 1502, zaś w 1510 król Hiszpanii wydał zgodę na pierwszy duży transport oceaniczny. Wówczas na Hispaniolę dotarło 250 niewolników, a do końca XVI wieku liczba przetransportowanych z Afryki niewolników wyniosła od 75000 do 120000.

Za najbardziej cenioną populację uznawano lud Wolofów, pochodzący z regionu rzeki Senegal w Afryce Zachodniej – jednocześnie budzili strach, nieufność, szacunek i uznanie.
W latach 1529 – 1537 Francisco Pizarro uzyskał 258 licencji na sprowadzenie do Peru afrykańskich niewolników – i to są dane legalne, ale znane są przypadki nielegalnego sprowadzania niewolników – na przykład w roku 1535 z Panamy do Peru przesłano ich czterystu.
Najczęściej usługiwali Hiszpanom w ich domach jako dodatkowa pomoc domowa, a podczas podboju służyli jako giermkowie lub pomoc przyboczna. I dopiero wykazując się w walkach szczególnymi zasługami mogli liczyć na otrzymanie wolności stając się pełnoprawnymi konkwistadorami.
W nowopowstałych miastach Peru obejmowali stanowiska pregonero – czyli miejskich lub ulicznych krzykaczy, konstabli, licytatorów, katów, gaitero – dudziarzy, mistrzów miar i wag, portero – stróżów lub dozorców.
W historii podboju Ameryki Południowej kroniki wspominają szerzej o czterech czarnoskórych – Juanie Valiente, Juanie Garcia, Juanie Garrido i Miguelu Ruiz.
Ten pierwszy urodził się w Afryce Zachodniej około 1505 roku, a jako młody człowiek został zakupiony przez portugalskiego kupca od afrykańskich handlarzy niewolnikami. W okresie podboju Meksyku został tam wysłany i nabył go w roku 1530 Hiszpan Alonso Valiente. Hiszpan zabrał go jako sługę do swojej posiadłości w nowopowstałym mieście Puebla i ochrzcił imieniem Juan, nadając mu własne nazwisko.

W roku 1533 na zasadzie notarialnej umowy otrzymał zgodę od swojego właściciela – został uwolniony i przez 4 lata mógł działać jako konkwistador, lecz z zastrzeżeniem, że wszystko co przez te cztery lata zdobędzie, przekaże swojemu właścicielowi. Tą umowę notarialną ciągle nosił przy sobie, by uniknąć aresztowania jako zbiegły niewolnik.
Gdy przebywał w Gwatemali zaciągnął się na wyprawę do Peru organizowaną przez Pedro de Alvarado. Był to okres, w którym podbój Peru był już mocno zaawansowany. W Peru dołączył do sił Diego de Almagra i uczestniczył u jego boku w wyprawie do Chile. Jego kariera rozwijała się tak szybko, że w roku 1540 był w Chile już kawalerzystą w randze kapitana, walczącego u boku Juana de Valdivii. Wojna z Araukanami pozwoliła mu nabyć w roku 1546 posiadłość pod miastem Santiago, a w roku 1550 stać się właścicielem encomiendy i grupy lokalnych chłopów. Poślubił Juane, służkę lub afrykańską niewolnicę gubernatora. Mieli wspólnie co najmniej jednego syna, który później odziedziczył encomiendę.
Ponieważ minęły już cztery lata uwzględnione w umowie notarialnej Alonso Valiente zaczął się niepokoić o losy swojego niewolnika i o swoje ewentualne zyski. Wysłał za Juanem swojego bratanka, by ten go odnalazł i sprowadził do meksykańskiego Pueblo lub wynegocjował nowe warunki.
Podobnie Juan zdawał sobie sprawę, że czas ustalony w umowie już minął. Dlatego w roku 1550 starał się w Limie o wykupienie legalnej wolności. Procedurę tą zlecił pewnemu królewskiemu urzędnikowi, ale ten zainkasował należne pieniądze i uciekł do Hiszpanii.
W roku 1555 Alonso Valiente ponownie starał się wyegzekwować do Juana warunki umowy lecz nie wiedział o tym, że czarnoskóry konkwistador zginął w roku 1553 w walce z Araukanami pod Tucapel – nie osiągając 50-tego roku życia.
Drugim najlepiej opisanym w kronikach czarnoskórym konkwistadorem był Juan Garrido, urodziny w Afryce Zachodniej około 1480 roku. Na przełomie wieków przebywał w Lizbonie i Sewilli, a w roku 1502 lub 1503 przybył na Karaiby. W latach 1508-1519 brał udział w podboju Portoryko, Kuby, wysp karaibskich oraz Florydy. Gdy rozpoczynał swoje podboje miał około 28-30 lat. Został ochrzczony imieniem Juan, imieniem, które Hiszpanie nadawali prawie każdemu nowo ochrzczonemu.
Dzięki zasługom bitewnym osiągnął status wolnego człowieka, co zostało prawnie potwierdzone. W mieście pełnił funkcję miejskiego krzykacza oraz stróża.
Dwaj inni konkwistadorzy biorący udział w podboju Peru to Juan Garcia i Miguel Ruiz. Miguel brał czynny udział w wydarzeniach w Cajamarce. Juan pełnił funkcję miejskiego krzykacza, mistrza miar i wag oraz dudziarza. Uczestniczył w podboju Peru w latach 1532-1533, a tym samym miał prawo do należnej części skarbów z Cajamarci. Gdy otrzymał swoją część po podziale łupów w Chile Garcia powrócił do Hiszpani, gdzie mieszkał do śmierci. Garcia i Miguel byli wolnymi Mulatami, którzy sami zgłosili się do wyprawy. A jeśli już jesteśmy przy Cajamarce, to warto wspomnieć, że jedyną hiszpańską ofiarą śmiertelną podczas schwytania Atahualpy był czarnoskóry niewolnik należący do Jeronima de Aliagi. Tu kroniki nie są zgodne, bo inne podają, że podczas schwytania Atahualpy zginęło pięciu Hiszpanów.
Oprócz wspomnianej czwórki, kroniki wspominają jeszcze o kilkunastu przypadkach, w których główne role odgrywali czarnoskórzy.
W roku 1533 czarnoskóry był członkiem czteroosobowego oddziału, który wysłany z Cajamarki przez Francisco Pizarra dotarł do Cuzco, by zrabować tamtejsze bogactwa.
W roku 1536 podczas oblężenia Cuzco, gdy oddziały Manco Inca podpalały dachy budynków w mieście, do gaszenia pożarów Hiszpanie wysyłali właśnie czarnoskórych.
A gdy Pizarro wysyłał błagalne listy o wsparcie podczas Inkaskiego powstania, z Hispanioli dotarł 200-osobowy oddział doświadczonych w boju czarnoskórych żołnierzy.
W podboju Nowej Granady, czyli obszarów dzisiejszej Kolumbii, wsławił się w latach trzydziestych XVI wieku Mulat Pedro de Lerma, który otrzymał statut konkwistadora. A gdy jego czarni towarzysze podnieśli bunt, zarządca prowincji nakazał obciąć im wszystkim genitalia.
Afrykanie byli najprawdopodobniej sprawcami epidemii ospy na kontynencie, gdy w roku 1520 wyprawa Narvareza dotarła do wybrzeża Meksyku.
Klimat Ameryki Południowej nie był idealny dla sprowadzanych z Afryki. Wiemy z kronik, że siedmiu z nich niemal zamarzło lub zmarło z głodu, gdy uczestniczyli w wyprawie w północnych Andach i w Chile. Ale były też sytuacje zabawne – rdzenni andyjscy Indianie chcieli kiedyś z jednego czarnoskórego zmyć jego ciemną karnację – nie udane próby wzbudziły ich zdziwienie.
Podczas swojego pobytu na kontynencie zasłynęli jeszcze następujący czarnoskórzy:
- Felipe – walki pod Marihueni (Chile);
- Juan Fernandez – walki pod Canete;
- Juan Beltran – mulat, za walki w Chile, w regionie Villarica w roku 1620 mianowano go dowódcą garnizonu; otrzymał encomiende lecz zginął w walce z Araukanami;
- Gomez de Leon – mulat, otrzymał encomiende;
- Leonor Galiano – mulat, otrzymał encomiende;
- Sebastian Toral – walki na Jukatanie;
- Pedro de la Pena – krzykacz i licytator w Limie.
Jak wynika z kronik, zdecydowana większość czarnoskórych po zakończeniu walk związanych z podbojem postanowiła osiedlić się na nowopowstałych obszarach kolonialnych, a jedynie nieliczni opuścili Peru.
Przypomnę jeszcze kim byli konkwistadorzy. Napisałem już kiedyś o tym artykuł, ale warto dodać kilka nowych, ciekawych informacji.
Konkwistadorzy, którzy uczestniczyli w podbojach Panamy, Meksyku, Kolumbii i oczywiście Peru, pochodzili głównie z Królestwa Andaluzji w południowej Hiszpanii, Estremadury, centralnych królestwa Nowej i Starej Kastylii, ale także z innych regionów Europy, czyli z Portugalii, Grecji, Genui lub Flandrii. I co może wzbudzić zaskoczenie, wielu konkwistadorów było czarnoskórych i pochodziło z Afryki.
Ponieważ byli to zazwyczaj ludzie ubodzy, zgłaszali się samowolnie na wyprawy organizowane przez tzw. patrona, czyli osobę mającą środki finansowe pozwalające na wynajęcie lub kupno statków, ich zaopatrzenie i uzbrojenie, a także wynajęcie sternika.
Patronem tylko w nielicznych przypadkach była korona Hiszpańska. Dwór podchodził do tej kwestii sceptycznie i z lekką ostrożnością – cieszyły Króla ewentualne zyski, ale nie chciał jednocześnie inwestować w niepewny interes.
Korona nie traktowała konkwistadorów jako wysłanników królewskiej armii, nie planowała podbojów, nie organizowała i nie finansowała wypraw, ale kontrolowała przebieg odkryć i podbojów nadając licencje na eksplorację zamorskich obszarów.
Podpisywana umowa między Koroną a organizatorem wyprawy zawierała wiele punktów, ale dla Hiszpanii najważniejszy był ten, który nakładał na licencjobiorcę opłatę zwaną quinto – czyli równowartość 1/5 zdobytych łupów.
Osoba, która otrzymała licencję mogła tytułować się jako adelantado – czyli „Generalny kapitan”, po udanym podboju mogła liczyć na tytuł „Gubernatora”, ale wcześniej z własnej kieszeni musiała opłacić wszelkie koszty związane z wyprawą.
Wyprawa taka wypływała zazwyczaj z portu w Sewilli i kierowała się na wybrzeże Karaibskie, do Panamy lub na Hispaniolę. Tu patron dokonywał werbunku omawiając z chętnymi na wyprawę szczegóły rozliczeń – czyli jak będzie dzielony łup, jak będą rozdzielane działki, nieruchomości, encomiendy i niewolnicy.
Konkwistador sam musiał zadbać o swoje wyposażenie i uzbrojenie. Jeśli posiadał własnego konia, to automatycznie stawiało go to wyżej w hierarchii wyprawy, a co za tym idzie, mógł liczyć na większe udziały w łupach.
Należy w tym miejscu zwrócić uwagę, że przyjął się mylny obraz ówczesnego konkwistadora. Obrazy i ryciny z końca XVI wieku przedstawiały dobrze uzbrojonego, zdrowego, młodego człowieka. Tymczasem rzeczywistość była inna. Oni sami nie nazywali się żołnierzami, gdyż w Hiszpanii żołnierz kojarzył się z kimś, kto za swoją pracę otrzymuje wynagrodzenie. Słowo soldado czyli „żołnierz” nie pada także w kronikach i opisach ówczesnych wydarzeń, rzadko który miał pełną zbroję, a za broń służyły głównie piki, rapiery lub szable.
Brak formalnego wyszkolenia był wynikiem braku oficjalnego systemu stopni wojskowych w ówczesnej armii Hiszpańskiej. Nie byli to zawodowi żołnierze, ale zbieranina samowolnie zaciągających się ochotników, często analfabetów.
W Hiszpanii wojskiem dowodzili przedstawiciele arystokracji zhierarchizowani w ramach rozmaitych rang – między innymi: colonel (pułkownik), mayor (major), sergento mayor (starszy sierżant).
Na czele konkwistadorów stali kapitanowie – będący jedyną rangą wyższych stopniem. Pod nimi walczyły oddziały podzielone na piechotę (gante de a pie) i konnych (gante de a cavallo). Do konnych należeli ci, którzy posiadali własnego lub wynajętego konia.
Bez względu na to, czy mówi się o nich jako małe oddziały, czy jako pojedyncze osoby, we wszystkich źródłach autorzy używają określeń: „ludzie”, „mężczyźni”, „Hiszpanie”, „chrześcijanie”, „piechurzy” lub „kawalerzyści” – a prawie nigdy „żołnierze”.
Gdy konkwistador dotarł już do wymarzonych granic nowego kontynentu, tam gdzie oczekiwał znaleźć sławę i bogactwo, rozpoczynała się jego misja.
Będąc członkiem wyprawy walczył u boku swojego patrona, czyli szefa wyprawy, ale dla dobra ogółu, a nie tylko dla siebie.
Zdobyte ziemie obejmowano pod panowanie Hiszpańskiej Korony jedynie poprzez przybycie w dane miejsce, uroczyste zatknięcie flagi i odprawienie mszy świętej. Obecni lokalni Indianie w ogóle nie zdawali sobie sprawy, że stali się w tym momencie elementem Hiszpańskiej społeczności.
Królowa Izabela już w roku 1501 stwierdziła, że Indianie są poddanymi i wasalami Korony, a od czasu odkrycia ich ziem mają obowiązek przekazywania daniny należnej Koronie.
Gdy już czegoś dana ekipa dokonała, czyli zdobyła w imieniu Korony jakieś tereny, wysłała do Hiszpanii 1/5 część skarbów, konkwistador mógł starać się o indywidualne docenienie jego dokonań przez króla. W tym celu słał do Hiszpanii dokumenty potwierdzające jego czyny. Dokumenty te mogły mieć różny charakter, a mianowicie:
- probanza de merito – dokumenty będące dowodem zasług;
- relaciones – własna relacja w formie opisu zdarzeń, kroniki;
- cartas – listy opisujące wyprawę;
- carta de relacion – własna relacja w formie listu.
Probanza zawierała po pierwsze opis własnych dokonań konkwistadora, a po drugie umniejszała lub w ogóle ignorowała dokonania innych jego towarzyszy.
Żaden konkwistador nie wspominał zapewne, że o podboju nie byłoby mowy, gdyby nie pomoc tubylczych plemion lub czarnoskórych niewolników sprowadzanych przez handlarzy z Afryki.
A jakie były ich marzenia i żądania?
Zdecydowana większość konkwistadorów będących w Cajamarce – czyli tam gdzie pojmano władcę Inków Atahualpę – oprócz należnej części łupów i encomiendy, pragnęło herbu, który zdobiłby jego osobę i rodzinę, członkostwa w Zakonie Santiago, stanowiska w radzie miejskiej lub magistracie nowo powstałych miast, otrzymania stopnia kapitana, otrzymania tytułu gubernatora lub „adelantado”, otrzymania szlacheckiego tytułu „don”, lub – jak w przypadku ojca Valverde – otrzymania biskupstwa Peru.
Otrzymując encomiendę otrzymywało się jednocześnie pracujących na niej ludzi – w zależności od regionu i lokalizacji liczba niewolników mogła wynosić od kilku do nawet kilku tysięcy.
W królewskich archiwach Sewilli, Madrytu, Meksyku czy Limy znajdują się setki tego typu dokumentów, które w tamtych czasach trafiały bezpośrednio do króla lub jego urzędników. I tu oczywiście, jak i dziś – liczyły się osobiste znajomości i koneksje – jedne dokumenty trafiały bezpośrednio do rozpatrzenia, a inne lądowały na dnie szuflady i być może współcześni badacze są pierwszymi, którzy te dokumenty odczytali.
Dla zdobywania nowych ziem zakładano nowe miasta, ale robiono to głównie tylko na papierze, a rzekome „miasto” miało formę skromnej osady zbitej naprędce z desek i trzciny. Lecz w dokumentach wysłanych do Hiszpanii był opis wspaniałych budowli miast, nazwanych zazwyczaj imieniem lub nazwiskiem zdobywcy.
Podział zdobytych dóbr zgromadzonych podczas podboju określano mianem fundation, a wysyłane kontyngenty złota, srebra i kamieni szlachetnych nazywano dineros.
Piechur w podziale łupów dostawał mniejszy udział niż kawalerzysta, dlatego powszechne było wynajmowanie lub kupowanie koni, na podstawie umów. Wynajmujący konia musiał się oczywiście dzielić zyskiem z jego właścicielem, ale transakcja była korzystna dla obu stron.
Jedni pozostali w Peru, a inni zdecydowali się na powrót do ojczyzny. Ci co zostawali, często prosili tych co wyjeżdżali o to, by przekazali dla ich Hiszpańskich członków rodzin kosztowności i listy. Wiemy, że takimi kurierami zostało na pewno dwóch konkwistadorów z Cajamarci.
Podróż z Peru do Hiszpanii trwała miesiącami, a statki zawijały najpierw do portu Panamy, a potem na Karaibach. Po dotarciu do Sewilli całość majątku w złocie i srebrze była przejmowana przez królewską instytucję skarbową Casa de Contratacion. Konkwistador otrzymywał w zamian pieniądze w formie tzw. juros, czyli renty lub królewskie obligacje skarbowe, które gwarantowały wysokości zysków.
Zapraszam do odwiedzenia strony na Facebook